Strona:Abu Sajid Fadlullah ben Abulchajr i tegoż czterowiersze.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


LXXII. [1]

Zaplątało się serce w wdzięcznych lokach twojich
I bes twego roskazu wyrwać się nie zdoła:
Jak, w méj mocy będące, wybieliłem lico,
Wybiel teraz me serce ty, co je posiadasz.



LXXIII.

O, gdyby wzrok twój znowu skąpał się w piesczocie,
Tęskniący, powróciłbym do ponownych błagań.
O, gdyby blask twych czarów mądrość mą oślepił,
Znów zboczyłbym z dróg prawdy na manowce widzeń.



LXXIV.

Daj mi złączyć się, Boże, s przyjacielem tkliwym,
Niechaj krzyk mego bólu w strojny wtór się zleje;
Tego, który rozłąką mnie zasmucił przykrą,
Tego sercu zwróć memu, a mnie — sercu jego.



LXXV.

Chociaż skutków mych czynów nie zna ludzkie oko,
Cczym nie jestem czcicielem różanych ogrodów;
Jak znak, podkréślający w księdze wyraz trudny,
Bes potrzeby nie jestem, choć w próżniactwie żyję.



  1. LXXII. Wiérsz piérwszy przetłómaczono zupełnie wolno; w pierwowzorze użyto porównania z rycerską grą starych Persów, polegającą na chwytaniu piłki kijem, haczykowato zagiętym. Oczywiście do piłki porównano serce, do zagiętego kija — loki dziewczyny.