Strona:Abu Sajid Fadlullah ben Abulchajr i tegoż czterowiersze.djvu/30

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXVIII.

Dnia tego, w którym wdzięcznie ujmę cię w ramiony,
Pogardzę scześliwością pośmiertnego życia.
Lecz, gdyby mię bes ciebie s ziemi odwołano:
Za ciasny, luba, byłby raj dla serca mego.



XXIX.

W on dzień, w którym miłości zacny ogień strzelił,
Kochanek z ust kochanki uczył się miłunku.
A ogiéń ten wzniósł głowę od kochanki strony:
Boć motyl, aby spłonąć, musi w płomień frunąć.



XXX. [1]

W on czas, gdy ani nieba ani gwiazd nie było,
A nicość nie wydała z łona wszech żywiołów,
Głosiłem był tajemność słodkiéj samotności,
W on czas, gdy jescze myśli ani serc nie było.



XXXI. [1]

Miałaś oczy, co s serca rdze spojrzeniem myły,
Rączkę, co jedno wdzięczny spór z warkoczem wiodła.
Gdyś poszła precz, te oczy w twarz mi krwią plunęły,
Kamieniem drobna rączka piersi rostrzaskała.



  1. 1,0 1,1 XXX. i LXXXI. Filozofia w tych wiérszach wyrażona powinna być zrozumiałą dla każdego: Człowiek, powiédzmy lepiéj jistota ludzka albo dusza jest nieśmiertelną; życie po śmierci nie kończy się, albowiem śmierć wyobraża stan przejściowy, ma zatym przed sobą całe wieki jistnienia, nie całe wieki, ale nieskończoność wieków; zaś to, co jest nieśmiertelne, co niema końca, nie mogło miéć również początku; zatym: człowiek lub jistota ludzka, lub dusza nie ma początku; jistniała przed tyloma wiekami w tył jile jich ma przed sobą, zaś urodzenie jéj jest stanem przejściowym, krótko zresztą trwającym.