Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Spała tak pięć godzin. Nawet akuszerka znajdowała się przez ten czas w innym pokoju.
Cóż zrobił p. Jan? Nie bez wyrzutów sumienia — opowiadał sam to wszystko, co zaszło od chwili, kiedy matka usnęła. Jak wyżeł, mówiąc poprostu, czyhał na tę chwilę — i, nazwijmy rzecz po imieniu, ukradł własne dziecko — i, okrywszy je jakimś pledem, potajemnie zaniósł do swego gabinetu, przyczym drzwi zamknął na klucz. Pokój był niezbyt obszerny, miał szyby fijoletowe, osłonięte bladożółtą firanką; mebli było tu niewiele: parę foteli, stolik trójnożny, maleńka szafka, zawierająca jakichś trzydzieści parę tomów książek z dziedziny hypnozy oraz przedmioty rozmaite, używane przy eksperymentach. Było ledwie po południu, gdy p. Jan, ze drżeniem i niepokojem (bądź-co-bądź — własne dziecko) posadził małe, czerwone niedołężne stworzenie na fotelu — i rozpoczął swoje czarnoksięskie praktyki.
Spojrzenie jego na małą bezimienną i pozbawioną woli istotę podziałało jak piorun; dziecko zesztywniało, usnęło i zapadło naraz w stan najgłębszej katalepsji.
Wówczas hypnotyzer rzekł:
— Słuchaj, duszo nieznana, co do ciebie mówię, a przedewszystkim witaj mi, gościu nasz, na tej ziemi — oto hołd ci składam, wielka i święta tajemnico. Czy rozumiesz mowę moją? Jeżeli jej nie rozumiesz, ześrodkuj całą swą energję i stań się istotą mówiącą...
Z natężeniem najwyższym wolę swoją zognisko-