Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/53

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rzeczywiście nie była to złuda: dzięki magji moich uczuć i moich zaklęć — skrzyneczka z medaljonem — przedmiot materjalny — przeważył niematerjalną potęgę kołowrotu czasu i do dziś przetrwał nienaruszony.
Inne przedmioty znikały stopniowo, przechodząc w jakiś cień niebytu razem z zamierającym metaczasem. Tak np. próżno szukałem kalendarzy lub gazet ówczesnych; czas je pochłaniał w szczególny sposób, jakby to naddatkowe tworzenie rzeczy wiązało się z naddatkowym czasem i jakby razem z zanikiem tego okresu ziemi rozpadało się w nicość wszystko to, co było stworzone w tym okresie z materji. Moja nowa miłość z Jadwigą przypadła na czas, kiedy miałem lat 22, t. j. około 1900 r. Zauważyłem, że w Bibljotece publicznej wszystkie dzienniki i kalendarze od r. 1900 do 1878 zniknęły bez śladu, jakby rozwiane w niebycie. Były natomiast jeszcze te, które dotyczyły lat 1910 — 1905, ale i te kolejno znikały — tak, że gdyśmy teraz idąc w odwrotnym do poprzedniego kierunku, doszli do lat 1905 — 1910, wszystko to, co mogłoby świadczyć o potężnym przewrocie kosmicznym — niby mgła nierealna pryskało i znikało.
Jedyny (zdaje mi się) dowód niezaprzeczony rzeczywistości tego okresu stanowi ten medaljon, wykopany z ziemi pod klonem w starym parku. Ze łzami w oczach całowała Jadwiga ten medaljon, świadectwo naszego poprzedniego żywota i naszej poprzedniej miłości.
Zrozumiała teraz wszystko: to nie były sny, to