Strona:A. Lange - W czwartym wymiarze.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W tej rzezi ogromnej zginął też i ów rozkoszny, pełny wesela, miły synek Afrodyty. W rewolucji francuskiej zginął Amor, a jeżeli czasem jeszcze się odzywał, to głos jego był jakąś pieśnią zagrobową. Nie mógł też on się odrodzić w wielkiej epopei napoleońskiej, bo tu śród huku armat, śród krwi i ognia bitw, tylko dorywcza Venus Vulgivaga hulała sobie po żołniersku zgruba i bez subtelności.
Im dalej też płyniemy w XIX stulecie, tymbardziej znika nam świetlane dziecię Cyprydy, a zamiast niego coraz potężniejszym władcą poezji staje się inny wielki bóg starożytności, Pan czyli Faun.

II.

Powiadają, że w II stuleciu po Narodzeniu Chrystusa — na brzegach Grecji i Sycylji — i na całym morzu Śródziemnym zabrzmiał jednego ranka wielki — przerażający okrzyk: Umarł Pan!
Śmiało rzec można, że w rewolucji francuskiej Pan się odrodził.
Bo ową tłuszczę dziką i pełną entuzjazmu, ową bachanalję ideału i rozlewu krwi, jaką była rewolucja — prowadził nie kto inny, jeno odrodzony Pan, bóg lasów i pól, bóg pierwotnej, elementarnej swobody istot ludzkich. On to z dusz człowieczych zerwał pęta, wzywając je, by powróciły do lasu, do natury, do stanu pierwotności, jako niepokalana potęga żywiołowa.