Strona:A. Lange - Elfryda.pdf/197

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


silne wzruszenie mogło być dla Teresy śmiertelne w razie mocniejszego ataku.
Zasadniczo przed Teresą całą sprawę ukrywano, ale w tym gadatliwym domu, gdzie wszyscy o wszystkich wszystko wiedzieli — trudno było utrzymać tajemnicę. Ostatecznie przed paru dniami — z rozmowy lokaja z pokojówką — Teresa dowiedziała się o wszystkim.
Drżała o życie męża, ale, z drugiej strony, rozumiała dobrze, że tu idzie o honor Witolda — i z niesłychaną siłą woli opanowała siebie tak, że na oko była bardzo spokojna; nie chciała za nic psuć nastroju Witolda, który miał ją żegnać, jak Hektor Andromachę.
Pocieszycielką jej w owe dni była sąsiadka, pani Giga, jak ją zwano powszechnie, pani Jadwiga, siostra stryjeczna Witolda, czarująca osoba, wiecznie pełna młodości, werwy i humoru, jakkolwiek dziś miała bardzo poważne powody, by się pogrążyć w najgłębszym smutku. Oto przybyła razem z mężem do Larów dla przyczyn wprost tragicznych: ponieważ wraz z mężem żyli dłuższy czas bardzo lekkomyślnie — doszli do ostatecznej ruiny; parę dni temu odbyła się licytacja, zakończona przejściem ich majątku w inne ręce; na domiar złego, ponieważ nieszczęście nigdy nie przychodzi samo, dwór, w którym jeszcze mieli zostać parę miesięcy — spalił się tegoż samego dnia do szczętu — i nagle oboje znaleźli się bez dachu, bez grosza, bez widoków na przyszłość.
Pani Giga była też smutną, o ile wogóle ona