Strona:A. Kuprin - Miłość Sulamity.djvu/119

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Król zaś siadł na swym tronie z kości słoiowej ze złotemi ozdobami, oparł się łokciem o grzbiet złotego Iwa i podparłszy głowę dłonią, rozkazał: Piszcie:
— Połóż mię luby, jako twoje znamię na sercu swoim i na swoje ramię. Jak śmierć jest silna miłość; a żarliwa tęsknota człeku snadnie piekłem bywa. Wieczna pochodnia, co nigdy nie gaśnie, takie miłości są płomienie właśnie.
A zamyśliwszy się tak długo, tak strasznie długo, że aż pisarze wtrzymali oddech, rzekł:
— Zostawcie mnie samego.
I cały dzień, aż do pierwszych cieni wieczornych, przebywał król sam na sam ze swemi myślami, i nikt nie poważył się wejść wtedy do olbrzymiej sali sądowej...

KONIEC.