Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdy się uciszyło trochę i wszystkie oczy spoczęły pytająco na Mongole, Czultun pogłaskał stalową lufę wiszącego na ścianie karabinu i zawołał:
— Macie rzemienie — długie i mocne!
— Będziesz robił je z naszego karabinu! — zapytała Irenka.
Romek wybuchnął śmiechem, lecz Henryk powstrzymał go.
— Zaczynam rozumieć! — rzekł pojednawczym głosem. — Możemy upolować grubą zwierzynę i ze skóry porobić rzemienie.
— Prawda! — zgodził się Romek.
— Nie pomyślałam o tem... — szepnęła dziewczynka.
Czultun śmiał się na całe gardło i przedrzeźniał Romka, aż się chłopak zaperzył i niecierpliwie zapytał:
— Jakież to zwierzęta mamy strzelać na twoje rzemienie?
— Jelenie... jelenie, mały nuchurze! — odparł niezmieszany Czultun. — Sajn jelenie o dużych rogach, za które lekarze chińscy drogo płacą.
— Jak się nazywają te jelenie? — wtrącił pytanie Henryk.
— Morały — odpowiedział Mongoł.