Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


do Tientsinu; telegramy, pożywienie — to też wymaga pieniędzy!
— A bielizna i obuwie... — dodała Irenka smutnym głosikiem. — Ogromnie zniszczona jest nasza garderoba... Zaszywam, ceruję, łatam, ale wszystko pod palcami się rozłazi! Na to też trzeba pieniędzy.
— Pewno! — potrząsając głową, rzekł Henryk. — Ale nawet tak poważne rzeczy — to drobiazg wobec innych. Nie wiemy, czy chińskie wojska nie zburzyły i nie zrabowały naszego domu! Być może, tatuś wszystko stracił przez tę rewolucję? Dobrze byłoby, gdybyśmy mogli mu dopomóc, a przynajmniej sami, własną pracą zarobionemi pieniądzmi opłacić szkoły i wystarczyć samym sobie. Jak myślicie?
— Wspaniale! — zakrzyknął Romek.
— Jakżebym była szczęśliwa! — wtórowała mu dziewczynka. — Kupiłabym wam za własne pieniądze piękne upominki!
— W jakiż sposób możemy zdobyć bogactwa, o których mówisz, przyjacielu? — zapytał Henryk. — Przecież chyba nie zechcesz, abyśmy uczynili napad na jakąś karawanę zbłąkaną?!
Czultun z siłą potrząsnął głową.
— Nie! — rzekł. — Dżeń-szeń, dżeń-szeń stanowi bogactwo, o którem mówię! W dolinie koło