Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Dziękuję! — odpowiedział chłopak. — Będziemy prosili ciebie o pomoc, gdy powrócisz do zdrowia i nabierzesz sił...
— Uczynię wszystko, czego zażądacie ode mnie! — zawołał Czultun.
— Chcemy prosić ciebie, abyś wyprowadził nas na uczęszczaną przez podróżnych drogę do Tientsinu — objaśnił Henryk. — Będziemy poszukiwali zaginionego ojca i jego przyjaciela...
Czultun nic nie odpowiedział na to.
Siedział w głębokiem zamyśleniu.
Nareszcie się odezwał:
— Przez pustynię Mumingan-Szamo nie przejdziemy pieszo... Jest bezludna, bezwodna, przecięta głębokiemi wąwozami. Musimy mieć konie lub wielbłądy...
— Ha! — krzyknął Romek. — Gdybyśmy mieli konie — dawnoby nas tu nie było!
— Musimy mieć konie... — powtórzył Mongoł. — Chciałem jeszcze powiedzieć...
— Mów!
— Chciałem powiedzieć, że moglibyśmy powrócić stąd bogaczami... gdybyście zechcieli...
— Któż tego nie chce! — wzruszył ramionami Romek. — Musimy przecież kupić sobie bilety kolejowe lub wynająć konie na drogę