Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/75

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


spłoszył tchórzliwych drapieżników i wszystko zrozumiał.
Leżał tu koń pod siodłem mongolskiem. Widocznie bars zagryzł go, a wilki zamierzały załatwić się ze zdobyczą doreszty. Teraz wiedział już, że Mongoł stracił wierzchowca i był skazany na śmierć głodową w tem bezludziu, gdzie człowiek nieuzbrojony nie mógłby walczyć o swoje życie.
— Biedak! — westchnął Henryk i postanowił czem prędzej ratować rannego.
Biegł więc naprzełaj, przez haszcze i gołe skały, przebiegł płaszczyznę z kolonją świstaków, dopadł lasu i zdyszany, krzycząc już zdaleka, pędził ku chatce, koło której krzątała się Irenka.


Rozdział VI.
Książę Czultun.

Miesiąc już mijał od dnia, gdy gromadka dzieci z trudem doprowadziła, raczej doniosła rannego Mongoła do chatki w modrzewiowym lesie.
Nieszczęśliwy tuziemiec cierpiał bardzo. Wstrząsały go dreszcze, paliła nieustanna gorączka, ropiły się i zaogniały coraz bardziej rany, zadane potężnemi pazurami barsa.