Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bracia tymczasem znosili kamienie i budowali dokoła domku wysoki mur.
Wynaleźli w urwistym brzegu małego potoku zieloną, lepką glinę.
Przekładali więc kamienie warstwą gliny, zmieszanej z piaskiem.
Prędko powstał mur, otaczający ze wszystkich stron mały domek, ukryty wśród modrzewi.
Po skończonej budowie domu Henryk w rogu ogrodzenia urządził mały szałas, pod którym ułożył z kamyków piec z kominem i, zapaliwszy w nim suche gałęzie, zawołał:
— Kuchnia gotowa! Prosimy Irenkę, aby obiady były smaczne!
— Już od tygodnia jemy same ryby! — westchnęła dziewczynka. — Co ja z tem zrobię? Ryba ugotowana, ryba pieczona — to wszystko!
— Teraz, gdy mamy oporządzony dom, będziemy polowali, siostrzyczko — uspokoił ją starszy brat. — Będziemy robili dalekie wyprawy i znosili do twej spiżarni pożywienie.
Chłopcy zabrali się do nowej pracy.
Sporządzili dobre proce z rzemieni, łuki i strzały. Na szczęście, mocne i prężne pędy górskiego tamaryndu dostarczyły im potrzebnego materjału.
Łuki o rzemiennych cięciwach i strzały