Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/42

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zajadałeś ją ze smakiem, zamiast sałaty, a nic o niej nie wspomniałeś! — rzekła z wyrzutem siostrzyczka.
— Niech żyje cebula Irenki! — zawołał Henryk.
— Hurra! — odpowiedział wesoły Romek.
Ściemniło się zupełnie.
— Idźcie spać, dzieciaki! — rzekł poważnie Henryk i wziąwszy karabin, stanął na czatach.
Dziewczynka jednak najpierw umyła naczynie, sprzątnęła wszystko i dopiero wtedy udała się na spoczynek, ucałowawszy starszego brata.


Rozdział III.
„Wędrówka ludów“.

Kilka dni spędziły dzieci na nagiej płaszczyźnie. Kiedy po raz pierwszy po nieszczęśliwym wylądowaniu nadeszła nowa burza, Henryk zamyślił się poważnie.
Było też nad czem łamać sobie głowę.
Porywy wichru były tak potężne, że wszyscy troje musieli uczepić się skrzydeł samolotu, aby nie został przewrócony i zniszczony.
Całe chmury piasku i drobnych kamieni niosły ze sobą podmuchy wściekłego wichru. Później deszcz ulewny przemoczył dzieci do nitki.