Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O głodzie szli pięć dni. Napadła na nich i porwała jakaś luźna banda Mongołów. Po paru dniach bandytów schwytali żołnierze księcia mongolskiego — Sajn-Noina.
Potężny chan dał im swoich przewodników do najbliższej stacji kolejowej — Kałganu.
W drodze zuchwali Ordosi uczynili na podróżników napad, lecz pewnej nocy jeźdźcy jakiegoś… Czultuna uwolnili ich…
— Czultun! — wykrzyknęły dzieci. — To nasz przyjaciel najwierniejszy!
Z jurt zaczęli wychodzić Czacharzy. Jeszcze nieufnie zbliżali się do straszliwego, turkoczącego ptaka.
Znowu zmykali naoślep, ujrzawszy wyskakującego z jego wnętrza owiniętego w futro Rouviera w ogromnych okularach.


Rozdział XV.
Pożegnanie.

Dwa dni tkwił dziwny ptak na okrytej śniegiem równinie, wpobliżu jurt czacharskich w Cagan-Czułutaju.
Czultun z radością podejmował w koczowisku nowych gości i słyszeć nie chciał o ich natychmiastowym odlocie.