Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Słyszał opowiadanie Zyndy i jakaś niejasna jeszcze nadzieja świtała w jego sercu.
Postanowił wypytać Zyndy szczegółowo o wszystko, a szczególnie o wygląd zwolnionych przez Czacharów jeńców.
Podjeżdżali właśnie do jurty wodza.
Czultun z pokłonami i cmokaniem wprowadzał przyjaciół do swego namiotu.
Byjme krzątała się już koło ogniska, palącego się pośrodku jurty na kamieniach, otoczonych mosiężnemi blachami.
Służebnice powiesiły nad ogniskiem kocioł z herbatą, znosiły drewniane talerze z łakociami chińskiemi. Były tam czerwone daktyle suszone, barwne pierniki marcypanowe, orzechy.
W trzcinowych koszyczkach podawano proso, podpalone na węglach, kawały zimnego mięsiwa i mongolskie „borsuchy“ — kulki z ciasta, smażonego w tłuszczu baranim lub w oleju z ziaren orzechów ziemnych.
Rozpoczęło się ceremonjalne, odbywające się w milczeniu picie herbaty, pełne skupienia i powagi.
Gdy pierwsza miseczka gorącego napoju została opróżniona, Czultun zagaił rozmowę.
Powstał zgiełk i hałas nie do opisania.
Namiot był zatłoczony Czacharami, przyglą-