Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Irence wydostać się ze szczeliny, w której się ukryła przed napadającym wielbłądem.
Drżała z przerażenia. Nie odnioła jednak żadnej rany.
Ze łzami w głosie opowiadała, że gdy zbierała żywicę, usłyszała ryk i ujrzała wielbłąda, napadającego na „Łakomca“. Koń zaczął zmykać, lecz napastnik dogonił go i schwycił za szyję.
Jednak dziki, zwinny dżegetaj wyrwał mu się i pomknął do obozu.
Wtedy to Irenka, widząc, że wielbłąd zwęszył ją, ukryła się wśród kamieni, wytrzymując atak rozwścieczonego zwierza.
Wsiedli na koń.
Nagle Czultun zeskoczył na ziemię i z poważną, uroczystą twarzą zbliżył się najpierw do Romka, później do Henryka.
Przywarł twarzą do kolan chłopaków, wyprostował się, ręce i oczy wzniósł do nieba i rzekł uroczyście:

— Po raz drugi ocaliliście mi życie!... Przysięgam na wielkiego Nauczyciela-Buddę,[1] że do śmierci pozostanę wiernym przyjacielem waszym. Na każde skinienie wasze porzucę dom, rodzinę, szczep i Cagan-Czułutaj i przybiegnę do was, aby bronić was!

  1. Prorok, czczony przez Mongołów.