Strona:A. F. Ossendowski - Mali zwycięzcy.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Sajn! — wołał zdaleka. — Sajn! Duży tabun „dżegetajów“! Pięćdziesiąt głów naliczyłem... Każdego wieczora, wnet po zachodzie słońca biegną z pustyni Mumingan ku szczelinie skalnej, gdzie wytryska małe źródełko i ginie w piasku. Biegną na wodopój... Sajn! Sajn!
Cmokał wargami i zacierał ręce.
— Oj! Oj! Musimy czem prędzej mieć długie mocne rzemienie... Dużo rzemieni, bo dżegetajów jest dużo... Sajn dżegetaj, sajn!
Przysiadł się do ogniska i chciał prawić dalej, lecz spostrzegł ogromny kawał pieczonego na węglach argala.
Porwał mięso obydwiema rękami i zaczął jeść, głośno mlaszcząc wargami i sapiąc.
— Zajadasz przyjacielu, niebardzo elegancko, ale zato apetyt masz, pierwsza klasa! — pomyślał Romek i położył na węgle drugi kawałek mięsa, aby przyrządzić strawę dla siebie.


Rozdział IX.
Schwytanie koni.

Przez cały dzień pracowano w obozie nad jeziorem. Wygarbowane pasma skóry starannie rozbijano na gładkim kamieniu, moczono, znów rozbijano i nareszcie starannie smarowano gorącym łojem.