Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Berta (wracając na scenę). Pan hrabia przyszedł tu prosto i pytał się, gdzie Wielmożna Pani poszła na obiad? Naturalnie, nie umiałam powiedzieć.
Rita (przechodzi koło niej do sypialni:) Hm. (w drzwiach:) Kiedy ma wrócić?
Berta. O czwartej.
Rita (patrz na zegarek). Istna bieda. Już jest wpół. Nie można nawet wypocząć... — A więc — zrób mi kawy, ale raz dwa! (wychodzi na lewo).
Berta. Natychmiast (wychodzi w głębi).
(Przez kilka chwil scena pozostaje pusta, Rita spiewa w sypialni jakąś sentymentalną melodyę).
Fryderyk Humperdingk (rosły młody człowiek w trzydziestu latach, bardzo starannie czarno ubrany, z krepą na cylindrze, wchodzi do przedpokoju. — Berta za nim —:) Proszę powiedzieć Pani, że jestem przyjezdny.
Berta (jeszcze w przedpokoju). Dobrze, ja zaniosę Pańską kartę mojej Pani, ale wątpię, czy Pani przyjmie Pana.
Fryderyk. Dlaczegożby nie? Owszem: niech tylko panna zaniesie...
Berta. Moja Pani czuje się dzisiaj nie zupełnie dobrze: wzruszenie po....
Fryderyk. Cicho! — Nie słyszy panna jak śpiewa? To jej głos.
Berta. No, to proszę zaczekać tutaj chwileczkę. (Przechodzi na lewo. W sypialni na pół głośno:) Proszę Pani?