Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Jam jest wicher, co zrywa kłos nieźrały plemion;
jam wędzidła zdjął dzikim koniom Batu­‑Hana,
jam szedł z burzą niszczącą u Atyli strzemion,
moją ręką ćma ludu z więzów rozkiełzana
pod gilotyn nóż kładła króla i kapłana.

„Surmy w boju ryczące grają moje imię,
i ja słońce zapalam kiedy naród ginie,
ja się jawię w burzących dział siarczanym dymie
i ja miasta kwitnące zamieniam w pustynie,
a zaprawdę, iż wszystko dobrem jest, co czynię“.

Tak głos mówił, strząsając z włosów złote strzały
w powietrze, które w krąg się paliło ogniście, —
a gdy zamilkł, jam usta otworzył struchlały,
i drżąc sercem z przestrachu, jak jesienne liście,
wyszeptałem: O Panie! co znaczy Twe przyjście?

Więc on na to: „Przyszedłem przypomnieć, że jestem,
bo snadź dzisiaj nie wiecie, chociam jest tak blisko,
że już jęczy wiatr orlich skrzydeł mym szelestem,
i już przyszłych łun dymem krwawi słońce nisko
z nieb patrzące na trupów jutrzejszych siedlisko.

Bo zaprawdę, zliczyłem wszystkie wasze zbrodnie,
gnuśność waszą, jak błoto rzuciłem na szale, —
a iż spicie, rozniecę nad wami pochodnię,
strzechy wasze jak wici okropne zapalę,
wstrząsnę ziemię i góry na płomienie zwalę!“