Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

154

Na drodze równej, ociemniałej
Z okiem utkwionem w świetle chwały,
Co złoci o zachodzie brzeg domów i murów,
Siwy powroźnik jasnowidzący
Z głębi wieczoru nimbem promieniącej
Przyciąga widnokręgi — rzekłbyś mocą sznurów.
Oto są widnokręgi — oto są ich zdroje:
Błyski, nadzieja, przebudzenia, boje,
Widnokręgi co jaśnieją
Jutrzejszej doby nadzieją —
Po za kresem brzegu zdala
Gdzie na obłokach wieczór się zapala.

W dali tam — harmonijnej i pogodnej dali,
Podwójne szczeble złota zawiesza drabina:
Marzenie i Poznanie po szczeblach się wspina;
Chociaż z osobna wyszły — mkną po jednej fali.

W dali tam — wszechprzeciwieństw gasną krwawe błyski,
Ręka zwątpień otwiera tam Pewności wrota.
Wzrok widzi, jak się wiąże jasna praw istota,
Którą chwilowych doktryn więziły kołyski.

W dali tam — duch przenika w subtelnej pogoni
Dalej niżeli pozór — niżeli śmierć sięga:
Serce się uspakaja. — Słodyczy potęga
Ogromnego milczenia dzierży klucze w dłoni.

W dali tam — Bóg, będący każdą ludzką duszą
Stwarza się — i we wszystkich rozlewa, odtwarza —
I tem wyżej się wznosi, im niżej rozważa
Cierpienie i pokorę, które serce kruszą.

I jest pokój żywy i ciepły. Wesele
Harmonijne, równe — w tej wieczornej ziemi
Gdzie jak węgiel nadziei promieńmi złotemi
Goreją gwiazdy nocy w powietrznym popiele.

Tłom. A. Lange.