Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/37

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Nr. 11.

Stanęła przy mnie, cicho się zaśmiała
A mnie się zdało, żem już wyszedł z ciała
I że na kwiatach gdzieś pod niebios progiem
Leżę i gwarzę cichą pieśnią z Bogiem.
Że jestem blaskiem lilii, wonią róży,
I pocałunków anielskich słodyczą,
Że jestem cichą piosenką słowiczą,
Świeżą, jak łąka po wiosennej burzy.

Nie! to sen chyba! Uajali... Ona!
Wizya słoneczna ateńskich rzeźbiarzy
Pieścić mię pragnie, i tuli do łona
U stóp mych na głos o miłości marzy...
Nie, to sen chyba! Uajali biała
Do której długom modlił się daremnie
Szepcze kochania owiana tęsknotą
Niech mnie twe dłonie pożarem oplotą
Niech usta twoje krew wypiją ze mnie...
............
............
............