Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/32

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Nr. 10.

F. MIRANDOLLA.

Z Upanisehad.

Cała przyroda roi się od życia
Wszystko nam w ucho szepce tajemnice,
Jakieś westchnienia i jęki wokoło,
Wszystko w przyrodzie cierpi, kocha, myśli.

Tam rosną palmy. Czemuż wy mówicie
Palmy? Ja widzę dusze świętych ludzi
Co tam usiadły po trudach Samsary;
Skąpane w słońcu czekają na Brahmę.

Irysy pachną. Nie! to nie są kwiaty!
To pięknych kobiet błąkają się dusze,
Czar pełnych szczęścia błąkają się wonie
Od których zadrży nawet grób — Nirwana.

O! bo kobieta to ołtarz Nirwany,
Płomień rozkoszy ślizga się po stopniach
I w niebyt szczęścia płynie z pocałunkiem —
Kobieta — Szczęście — to ołtarz Nirwany!

Wszystko się chwieje pod tchnieniem Samsary,
Wszystko usypia na łonie Nirwany —
Wszystko jest Jedno, a Jedno jest Wszystko!
Wszystko jest Bogiem! Bóstw nigdy nie było!