Strona:Życie tygodnik Rok II (1898) wybór.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


W Jaskini Zalów pod Dziwnowem (Diwenau).

Wysoko się nademną sklepi jak świątnica,
Otwarłszy czeluść mroczną na powiewy burzy,
I słońce ją z ukosa blaskiem swym przesyca
I na podniebiu Jej się cień posępny chmurzy
I morze, w dali sine zataczając koła,
Rozgwarem fal swych na nią woła.

I wietrzyk tu przynosi aromaty z błoni,
Gdzie takie same zioła jak w mej ziemi kwitną,
I zorza się uśmiechem takim krasnym płoni
I niebo tak pogodą nęci wzrok błękitną
I wszystko tu jak u nas... Chaty i mogiły,
Lecz serca tylko się zmieniły.

I wszystko tu jak u nas... I pod tym namiotem
Sklepionym Boga czoło unużone składam
Na piasków tych wezgłowie, co lśni w słońcu złotem,
I z wichrem i z tą pustką niezmierzoną gadam,
Gdzie leżą z mogił starych wygrzebane kości
I pyły serc, co pękły w dniach przeszłości.

Już niema dawnych ludzi pośród chat Dziwnowa,
W proch padły stare Bogi, zcichły stare pieśni;
A jednak dziwnie marzy senna moja głowa
O dobie, co choć znikła, nigdy się nie prześni.
I jakaż pieśń, co serce Słowianina wzruszy,
Łka w około i brzmi w mojej duszy.