Strona:Życie dwutygodnik. Rok III (1899) wybór.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WRÓG BOGÓW.

W SPOKOJNYM DOMKU SIEDZI — SWÓJ CHLEB SUCHY ZJADA,
MIESZA W TYGLACH, OBLICZA I PLANY UKŁADA...

PONAD NIM WYJĄ BURZE, SZALEJĄ WICHURY.
KŁĘBIĄ SIĘ NAWAŁNICE, OWISAJĄ CHMURY;
ROZPACZ WSZECHŚWIATA PĘDZI — GROŹBY, SKARGI NIESIE,
GMACHY WALI I DĘBY DRUZGOCZE PO LESIE — —

ON W SWOIM CICHYM DOMKU, NAKRYTYM POWAŁĄ,
CO NOC DO SNU UKŁADA GŁOWĘ OSIWIAŁĄ...

ZA ŚCIANĄ TŁUM SIĘ CIŚNIE... WALCZY, WRE I SPĘDZA:
WŚCIEKŁYCH SPAJA ZAWZIĘTOŚĆ I ROZDZIELA NĘDZA...
WSZYSCY GNAJĄ W KRAINĘ NIEZNANĄ... PO SZCZĘŚCIE,
KU NIEBU, GWIAZDOM, SŁOŃCOM WYCIĄGAJĄC PIĘŚCIE —

ON SPOKOJNY PRZY OKNIE — SWÓJ CHLEB SUCHY ZJADA,
MIESZA W TYGLACH I SŁOŃCE SIWEM OKIEM BADA...

I DZIWI... WSZECHWŁADNE SŁOŃCE, ŚWIATŁO WIECZNYCH LODÓW
DLA GINĄCYCH I GINĄĆ MAJĄCYCH NARODÓW —
ZIMNE NA ŁZY I KLĄTWY — BOJAŹLIWEM DRŻENIEM
ZADRGA, GDY SIWE OCZY NAPOTKA PROMIENIEM...

Wł. Orkan.