Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie będzie się zasłaniać swojem obywatelstwem amerykańskiem. Pójdzie i gdy będzie trzeba, zginie jak bohater.
Cóż się stanie wówczas z kapitanem Dépaix?
...Widzi go w głębokim hełmie niemieckim, w szarozielonym płaszczu, a na pasie klamra z orłem cesarskim i z napisem „Gott mit uns“...
...Zagubiony w masie bataljonu nie czuje siebie, jest bezimienną cząstką zbiorowiska i nie odpowiada za nic. Kryje się w głębokim okopie i mierzy przez wąską strzelnicę do niewiadomego wroga...
...Wyją nad nim przelatujące pociski, grzmią wybuchy, kiedyż i on nareszcie zajęknie i padnie?...
...Ale gdy nastąpi ów dzień i trzeba będzie pójść do ataku z nożem, z granatami w rozproszonym szyku... Gdy przebiegnie ogień zaporowy, gdy przejdzie cało druty i doły i dosięgnie nareszcie wroga? W ciasnocie chodnika? Oko w oko? Sam na sam?
...Czy znajdzie w sobie dość siły obłędu, by pchnąć w błękitny mundur bagnetem lub nożem? Nagle znikła zmora, tłocząca mózg, w jednej chwili zapomniane zostało tamto. Profesor mówi zająkliwym głosem, patrzy nań błagającemi oczami, zmieszany — prosi.
— Niepodobna się na nią obrażać... Panie doktorze, cóż ona winna? Nie wytrzymała wojny, jest zniszczona, zamordowana. Ona potrzebuje litości, ciepła, przyjaźni. Ja jestem za stary i sam zgnębiony, kogóż ona tu ma? Nikogo. W samotności