Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z nią przestawał musiał być i był wówczas prawdziwie jeno tym, za którego go miała, synem jej rasy, Ossianem Helmem, Niemcem.
Całą istotą swoją wciągnął się w tę rolę, albowiem nie mógł kłamać przed Ritą. I jeżeli popadnie w obłęd, to przez nią. Niechże będzie błogosławioną...

Po godzinie już opanował się i rozumował o sobie objektywnie, skłonny był brać lekko całe zajście. Chwilami nawet usiłował się uśmiechnąć, ale wypadało to jakoś fałszywie, jakgdyby te półuśmieszki przeznaczone były dla kogoś obcego, który go tajemnie podglądał.
Teraz należało jeszcze spalić arcyniebezpieczny świstek papieru i zająć się swojemi sprawami. Właściwie miał tylko jedną jedyną...
Dzwonek. Poznał za drzwiami głos profesora. Zdumiony tym zaszczytem wypadł powitać znakomitego gościa. Profesor Wager był zmieszany i nadrabiał gadatliwością.
— Przechodziłem koło pańskiego domu więc wpadłem na chwilę. Od dawien dawna winienem panu rewizytę. Sporo czasu nie widzieliśmy się, przeżyliśmy epokowe wydarzenia... Lwi skok Ludendorffa otworzył wielką, ostateczną kampanję wiosenną. Niebawem po umocnieniu się na osiągniętych pozycjach i przegrupowaniu sił nastąpi nowy cios w samo serce wroga i daj Boże — koniec. Poczciwi ludziska spodziewali się, że już za tym