Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


radości. Jakże wszystko to było proste — wszak inaczej nie mogło być...
Dopiero gdy adresowała kopertę do Genewy do Biura Jeńców przy Międzynarodowym Czerwonym Krzyżu, ręka jej zaczęła drżeć, a do duszy wionęło zimno. Zimny realizm tego biura, obojętni urzędnicy, sprawdzający nazwiska jeńców i skorowidze obozów we Francji, w Angiji, w Austrji, w Niemczech, we Włoszech, w Rosji, w Turcji, w Bułgarji... Tysiące obozów! Miijony jeńców! Porwie jej mistyczne pismo nieczująca martwa machina i poniesie w świat. W tym świecie wszystko wymierzone i sprawdzone w brutalnej, nagiej istocie ludzi i rzeczy. Jakgdyby wydawała na wrogi osąd najdroższą tajemnicę serca... Zawierzała obcemu światu swoją sprawę świętą — na szyderstwo i zdeptanie...
Może jeszcze zaczekać?...
Wpatrywała się w oczy męża badawczo, błagalnie. Krzepiła się, wątpiła. Zanurzała się w dawnem, obmierzłem, wydzierała się jak z pomroki ku jasnemu słońcu. Wówczas Fell uśmiechnął się do niej w dobrem, wesołem porozumieniu.
— Nie bój się, maleńka, wszystko będzie dobrze...
Zamarła, roztopiła się w tym uśmiechu mężowskim, nareszcie ukojona, szczęśliwa.

Z zadumy i zamarzenia wyrwał ją gwar ludzki, za oknem ozwał się i nadchodził szybko grzmot