Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I

Podpułkownik d’Arland, szef II oddziału Głównej Kwatery zbiegał w podskokach z monumentalnych schodów Apollina, mijał nie patrząc ordynansów, sekretarzy i nie odpowiadał na ich pozdrowienia. Nie oddał nawet honorów generałowi Missel, który z trudem dźwigał wgórę swą otyłość. Generał zatrzymał się i długo sapał w podziwieniu, Podpułkownik przystanął na chwilę w westybulu przed wielkim urzędowym barometrem, popatrzał bezmyślnie na sprężyny, na strzałki i napisy, zaklął i wypadł na dwór.
Z przegrzanego, suchego wnętrza pałacu zanurzył się odrazu w przenikliwym chłodzie mgły marcowej. Minął kolumnę szarych zbłoconych samochodów z zabryzganemi szybami, minął posterunek przeciwlotniczych karabinów maszynowych i szedł wgłąb parku, chrzęszcząc szybkiemi krokami po żwirowanej alei. Spieszył się, jakgdyby za wiekowemi lipami, gdzieś za stawem czekał nań na umówionem miejscu ktoś niewiadomy, który ukoi jego troski i wypowie jakieś słowo jedyne, przemądre, magicz-