Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


było stwarzać fakty i odwoływać je. Mogła uratować Fella i osadzić go w angielskim obozie jeńców. Mogła go zostawić własnemu losowi i pogrążyć go w śmiertelnej przepaści morza. Wszystko zależy od tego jak napisać. Męczyła się i nie umiała zacząć.
Tu nie wolno było omylić się, brał strach, żeby złem lub niezręcznem słowem nie uroczyć losu... Co począć?
Zdaleka zaszemrało coś, jak łagodny poszum morza. Jak westchnienie starej lipy, której listowie odczuwa najlżejszy powiew... Wsłuchała się całą duszą. Z najcichszego poszeptu wysnuwały się i ginęły w milczeniu strzępy melodji. Z niezmiernej dalekości, z końca świata ktoś usiłował przemówić do niej. Przestrzeń niweczyła ten głos, zabierała słowa. Na szczęście wokoło była cisza. Głośniej... Słabiej...
Nareszcie odezwała się pierwsza uchwytna myśl. Wysnuł się znajomy motyw, zrodził się kędyś i przyszedł do niej. Gdy go poczuła w sobie, przeszył ją ostry sztych radości. To on... Fell daje znak życia!
— W tym frazesie muzycznym zawiera się nasze szczęście, cały nasz los. To było stworzone dla nas. Słuchaj, Rito! Słuchaj! Rozumiesz?
— Ona jest piękna, jak ty, Rito. Tak samo mądra, dobra, szlachetna. I tak samo niepojęta... Widzę ją jako kształt — w twojej postaci! Ona ma twoje oczy, twoje włosy, twoją duszę...
„Niedokończona Symfonja“...
Rozkwitała, zasnuwała świat, koiła serce przesłodka melodja klarynetu z Andante con Moto.