Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/40

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


towały woli. Od raidów broniły nas mgły, deszcze, noc, wreszcie do pewnego stopnia nasze reflektory, eskadry powietrzne, działa przeciwlotnicze. Teraz jesteśmy wystawieni na cel bez żadnego sposobu ratunku. Walą i walą. Pozostaje nam tylko bohaterstwo wytrwania. Paryż potrzebował tej próby. Niechże walą jeszcze! Nie każdy odradza się na poczekaniu, przeważnie ludzie czynią to z opóźnieniem, zwłaszcza ludzie kierowniczy. Inna rzecz, gdyby to miało trwać dłużej, wola może się przehartować i zawieść. Obawiam się, że nasi panowie znowu pouciekają do Bordeaux, może nawet nie tak daleko, jak za pierwszym razem, ale zawsze... Do djabła, niech już lepiej przestaną z tą „Bertą“...