Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/347

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wycieczkę w góry i zaraz następnego dnia bez trudu przez jakąś przełęcz, którędy nie przechodzi żadna droga jezdna, przekroczy pani bardzo słabo pilnowaną granicę hiszpańską. Trescazes zgodzi się panią doprowadzić nawet do Pampeluny. Zaklinam jeszcze raz! Ani chwili do stracenia!

G. c.

— Co za wzruszająco uporczywy manjak... Trapi się i dręczy, gdy mnie jest tak dobrze — a teraz znowu wyprawia mnie do Pampeluny...
Kłopotał się, latał po Paryżu i poczciwy senator Guillet-Goudon, gdyż pierwsze posiedzenie komisji trzech matadorów odwlekało się wciąż z powodu nagłej niedyspozycji sędziwego patrjarchy radykalizmu, byłego członka Trybunału Kasacyjnego.
— Obawiam się, że René Sanson umrze nam poprostu — biadał senator, napróżno poszukując odpowiedniego zastępcy. — Ci nasi wielcy starcy żyją zdumiewająco, dopóki są nikomu niepotrzebni, ale gdy nadarza im się ostatnia wyjątkowa sposobność do odegrania zaszczytnej roli, zawodzą w sposób nieprzyzwoity i jeszcze każą nam wlec się przez całe miasto za swoim pogrzebem i słuchać godzinami okropnych przemówień...
Eva śmiała się, senator postrzegał ze zdumieniem, że walka z opinją jakgdyby przestała ją interesować. Nie była ciekawą nowin z frontu, ani paryskich plotek. Ostatnia wielka ofensywa niemiecka załamała się i utknęła już w trzecim dniu. Szef gabinetu ministra wojny, generał Mordacq powie-