Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/333

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


że pani nie zawiniła w niczem, chyba w zdumiewającej lekkomyślności z jaką pani wtrąciła siebie w najokropniejsze powikłania dla głupiej zabawy, dla sportu!
— A więc choćby dla sportu — ale z całej duszy chciałam dopomóc Francji...
— Ja wierzę, ale cóż ja tu znaczę? Są inni a w ich rękach jest pani wolność a nawet życie, ci widzą poszlaki, pozory, ci szukają winowajcy straszliwego krachu centrali wywiadu francuskiego na całe Niemcy. Zostaliśmy bez wywiadu jak ślepi w najokropniejszej fazie wojny, a zresztą cała gromada ludzi zaufanych, prawdziwych bohaterów wpadła tam w ręce nieprzyjaciela i żaden z nich nie wyjdzie żywy. Teraz ze zrozumiałą wściekłością poszukują sprawcy tej klęski a pozory wskazują na panią. Wisi nad panią okropne niebezpieczeństwo! A pani się śmieje...
— Już się nie śmieję. Rozważam moje czasy berlińskie i napróżno szukam owych pozorów, staram się pojąć, skąd urodził się ten kolosalny absurd...
— Na dociekania ma pani czas! Teraz trzeba myśleć tylko o jednem, jak się wymknąć, bo gdy panią raz chwycą...
— Więc pan przypuszcza, że sądy francuskie na podstawie jakichś pozorów...
— Dopuszczam wszystko, mogą panią nawet uwolnić, ale równie dobrze mogą panią zasądzić na dziesięć lat albo skazać na śmierć i wyrok wykonać w dwadzieścia cztery godziny! Nikt nie zdoła prze-