Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/331

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzić, przeniknąć w pani nagą prawdę, poznać po tych pani oczach...
— Co pan chce przeniknąć?
— To, co i tak zgóry wiedziałem. A teraz jestem zupełnie przekonany, że pani jest niewinną. Inaczej, proszę mi wierzyć, nie ostrzegałbym pani.
— Któż mnie posądza? O co?!
— Jeszcze się pani nie domyśla? Nasz kontrwywiad ma poważne poszlaki, że pani jako kochanka generała Sittenfelda...
— Nie byłam jego kochanką! Zbliżyłam się do niego dla ułatwienia sobie mojej misji... Wykradłam mu plan pierwszej ofensywy wiosennej...
— O tem wiadomo, oczywiście plan był fałszywy i mógł wprowadzić w błąd naszą Główną Kwaterę...
— To nie moja wina.
— Słusznie, to też nikt pani o to nie oskarża, albowiem niema dowodów, żeby pani ze złą wiarą...
— Więc o cóż?!
— O to, że pani, zmieniwszy swe antypatje na sympatje, tudzież odwrotnie, nie mówiąc już o ogromnem wynagrodzeniu pieniężnem, podjęła się działać przeciw Francji, wydobywając dla Niemców tajne informacje...
— Ależ od tych Niemców, od tego samego właśnie generała Sittenfelda zmuszona byłam uciekać nagwałt w tem, w czem stałam... A przez granicę w okolicach Bazylei przeprowadziła mnie nasza tajna agentura graniczna, a ostrzegł mnie i poma-