Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/300

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ny Odeonem, nie pamiętam jak się nazywał?
Szelmowskie czarne oczy Yvonne natychmiast zapłynęły łzami, usta skuliły się w podkówkę jak u dziecka.
— Nie widzisz, że jestem ubrana czarno, choć to wiosna? Nieszczęsny chłopiec pomimo strasznych awantur, które mu wyprawiałam, uparł się i poszedł na ochotnika, choć dwukrotnie był zwolniony przez komisję. Poszedł na warjata w obronie honoru grupy poetów „L’Aigle à pied“, o których reakcyjne gazety pisały, że są zaprzedani Niemcom. Odeon został pod... Zapomniałam jak się to nazywa — gdzieś daleko w Argonnach. To bohater i prawdziwy poeta, bo przecież i on był zajadłym antymilitarystą. Podła „La Source“ podała o jego śmierci, że to była jego jedyna znośna oda, za co nasz Duvier, członek grupy „L’Aigle à pied“, dopiero co wypuszczony z więzienia pana Clemenceau, sprał na ulicy kijem jakiegoś bonhomme’a, który był uderzająco podobny do naczelnego redaktora „La Source“. Staramy się zebrać najlepsze ody i wydać w ozdobnej plakiecie z życiorysem i z programową przedmową, ale zupełnie nie mamy pieniędzy. Dałabyś cośkolwiek na to, Evo, z tych niemieckich kapitałów, żeby ci nie ciążyły zanadto na sumieniu...
— Poco z niemieckich, dam z moich własnych

Rzeczywiście Eva nie została przyjęta ani przez prezesa Czerwonego Krzyża, ani przez dyrektora Komedji Francuskiej, ani przez sekretarza generalnego