Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


II

Mgła i deszcze przedwiosenne zawisły nad całym obszarem nizinnej krainy, którą spływają leniwie pokrętne wody górnych biegów rzeki Skarpy, rzeki Skaldy, rzeki Sambry, rzeki Sommy, rzeki Serry, zwały sinych chmur stoją nad płaskim wododziałem, który kieruje ich nurty ku morzu Północnemu lub do oceanu.
Pustka, jak w ziemi porzuconej przez ludzi, wszędzie martwy spokój. W nieskończoność ścielą się stare z przed roku, z przed dwóch, trzech lat pobojowiska, ziemie zabite przez wojnę. Siady i szczątki umocnień polowych, pokręcona, powikłana sieć nawpół zasypanych, nawpół połyskujących wodą chodników i rowów, dobiegowych, omotanych pajęczyną drutów. Szerokie nie do ogarnienia wzrokiem pasy okrągłych lejów po granatach, pełne naciekłych wód deszczowych. Ścięte, podruzgotane pociskami pasma lasów, sterczące nagiemi pniami, bez konarów i gałęzi. Rozorane, rozwalone drogi, zgliszcza i ruiny wsi, wysadzone mosty.
Wszędzie porozrzucane szczątki broni, hełmy francuskie, hełmy angielskie, hełmy niemieckie, sto-