Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miłość boską, niechże pani siada! Muszę się bardzo śpieszyć, bo mi się znowu wszystko zacznie mącić...
Przymknął oczy, rysy jego zwarły się w skupieniu i na twarzy odbiła się pieczęć śmierci, wyglądał na trupa. Gdy się ocknął zasiadł naprzeciwko Evy i, unikając jej spojrzenia, zaczął mówić szybko, pomagając sobie gwałtownemi gestami, które niczego nie wyrażały, tylko snać odprężały w nim zbyt męczące napięcie nerwów.
— Nie mam wrogów, oprócz siebie jednego, ale tego nie mogę się pozbyć żadną miarą, gdyż noszę go w sobie. Nie wierzę w żadne leczenie i wiem, że zginę. Tak jest... Brak mi sił na to, żeby skończyć ze sobą i odejść z godnością, jakbym tego chciał. Zresztą pogubiłem gdzieś moje cyjankali, a do rewolweru czuję odrazę... Mniejsza o to, nie będę pani zaprzątał mojemi kłopotami. Wie pani dlaczego mnie aresztowano? Sittenfeld nie miał co do mnie nigdy najsłabszego podejrzenia, to ja sam oddałem się w jego ręce, nie mogąc znieść myśli, że jestem śledzony na każdym kroku. Opowiedziałem mu o sobie szczerą prawdę, potem na badaniach w protokułach potwierdziłem to na piśmie, dodając zresztą wiele rzeczy przeważnie zmyślonych a nie należących do sprawy. Coś mnie pchało do zguby, a zarazem coś mnie jeszcze broniło przed zbrodnią zdrady wobec innych, w tej liczbie i wobec pani, ale to może zawieść w każdej chwili. Moi ludzie na wieść, że jestem wzięty, rozbiegli się w popłochu na wszystkie strony świata, który mógł uciekł zagranicę. Teraz,