Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Panie generale, lepiej niż autentyczne.

Było to niesłychane. Kniaź nie pokazywał się w ciągu całych dwuch dni. Ani listu, ani telefonu. Eva była zdziwiona, ale nie szukała go bynajmniej. Nie odczuwała niepokoju i pierwszego dnia, korzystając z wolnego czasu, wybrała się w parę miejsc z poobiedniemi wizytami. Zaniedbała się w obowiązkach towarzyskich, pochłonięta swoim kniaziem. Była w trzech zaprzyjaźnionych domach i nigdzie nie została przyjęta.
— Państwa niema w domu?
— Owszem, są oboje państwo.
— Czy wiedzą kto przyszedł?
— Tak jest, zameldowałem — pani Eva Evard.
— I cóż?
— Państwo nie przyjmują.
Po trzech podobnych rozmowach ze służbą Eva straciła ochotę do czwartej wizyty. Dochodziły ją coprawda pogłoski i plotki o niezadowoleniu sfer towarzyskich z jej „skandalicznego“ stosunku z „bolszewickim smarkaczem“, ale nie zwracała na to uwagi. Wiedziała, że w oczach towarzystwa berlińskiego zarówno ten „skandal“ jak i „zdradzenie“ generała Sittenfelda dodadzą jej jeszcze uroku sensacji. Przeliczyła się.
Był to dla niej cios potężny. Coś podobnego spotykało ją po raz pierwszy w życiu. Przywykła do hołdów, wszyscy ją psuli, nigdy nie potrzebowała liczyć się z tem, co powiedzą o jej postępowaniu.