Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XII

Profesor Wager pocieszał się czytaniem, całemi dniami przesiadywał w swoim zadymionym gabinecie i pochłaniał książki, na które od ukończenia uniwersytetu nie miał czasu. Odkrył nanowo urok literatury pięknej, wzruszały go poezje, nie mógł się oderwać od staroświeckich powieścideł, których ogrom a nawet niejaka nuda dawały mu doskonały spokój wewnętrzny, coś nakształt zdrowego snu. Podróże, zwłaszcza te dawne, żaglowe, gdy olbrzymie przestworza świata były jeszcze nieznane, wracały go o pół stulecia wstecz, gdy był dzieckiem. Wiedzieć to o tem wiedział zawsze, ale dopiero teraz na schyłku życia poznał i uwierzył naprawdę, że Goethe, do którego nie zaglądał od czasów obowiązkowych czytań szkolnych, był naprawdę wielkim mędrcem.
Książki odgrodziły go murem od klęsk i nieszczęść wojny i od dręczących porachunków z własną rzeczywistością. Wśród zacisza i spokoju swojej bibljoteki godził się z przeświadczeniem, do niedawna tak dręczącem, że jego zawód życiowy jest bezpowrotnie zamknięty. Słodko było nie walczyć więcej i do niczego już nie dążyć. Był czas, że pro-