Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Déspaix, qu’est-ce que tu fiches içi, mon vicux? — to jakże zdoła z fałszem w duszy pędzić życie obok Rity?
Claude pogodził się już ze swoim niesamowitym bytem i jakoś sobie radził, ale ten nowy piorunująco niespodziewany zalew i bezmiar fantastyczności w jego losach zdjął go przerażeniem. Chwilami zaprzeczał temu, co się stało — ileż przeszedł urojeń, rozdwojeń, zagubień własnej istoty? Oto jeszcze jedno potknięcie świadomości, jedno więcej i tyle. Ma ku temu chorobliwą skłonność dzięki cudaczności swego położenia...
Bo czyż jest podobieństwem...
Wierząc czy nie wierząc, Claude w ciągu paru pierwszych dni po wycieczce z Ritą bez przerwy tonął i roztapiał się w ekstazie wspominania i przeżywania tamtej godziny. Obłąkane bezdenne oczy Rity, jej płomienne usta, przemoc jej zniewalających ramion, cała jej istota lgnąca doń w szalonym uścisku — były to momenty — otchłanie, całe światy, które w ciągu długich lat życia można było wielbić i rozważać w nigdy nie nasyconem zapamiętaniu.
Zaiste, nie był ich godzien, ale one uczyniły zen ponadczłowieka, półboga, który przeżył godzinę cudu, osiągnął szczyt żywota. I już go nie opuści, nie zejdzie niżej, nie da się zepchnąć ze szczytu. W popłochu duszy, wśród wahań świadomości jedno wygórowało ponad zamętem — niezłomne postanowienie utrwalić zwycięstwo, obronić swoje szczęście przed złym losem, który zawziął się na niego, zwią-