Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


V

Czy szczęście może być aż tak okropne?
Szczęście to sztych w samo serce, to najgłębszy ból! Z takiem szczęściem w duszy niepodobna żyć i nie warto żyć dłużej — poco? Trzeba umrzeć. Jeżeli danem jest komu doczekać godziny najwyższej ponadludzkiej miary, jeżeli wypełni się w nim rzecz niedościgła dla wyobraźni, niedowiary, gdy staje się cud, przed którym wzdrygało się najszaleńsze marzenie, to, co nie poważyło się nigdy przemycić i przemknąć nawet w sennych widziadłach — cóż pozostaje? Odejść.
Niepodobna dźwignąć ciężaru potwornego szczęścia, tego niemiłosiernego skarbu. Jak sobie z nim radzić? Co począć dalej?
Poczynać sobie uczciwie i zwyczajnie? Jak ustalono między ludźmi, jak Bóg przykazał?
A któż on jest pośród ludzi, wobec ludzkiego obyczaju i prawa? Choć nadałby sobie prawo oszukać wszystkich, choćby udało mu się nie spotkać nigdy w życiu przybłędnego widma ze starej ziemi, które stanic przed nim jak fatum i zagabnie: — Eh,