Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/62

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wykradł się na miasto i cichaczem wślizgnął się do kościoła O. O. Jezuitów. Tam w bocznej ciemnej nawie ukląkł i usiłował się modlić. W filozoficznem znaczeniu słowa Wager był człowiekiem wierzącym. Nieraz staczał z Kurtem zażarte kłótnie w obronie wiary, ale nie miał czasu ani chęci do praktyk religijnych i w kościele nie był chyba ze dwadzieścia lat. Teraz stał w pokorze z pochyloną głową i słuchał z uwagą łacińskich słów mszy świętej, ale nic nie potrafił dodać od siebie, nie umiał przedstawić Bogu swojej prośby, poprostu zapomniał się modlić. Przymknął oczy i wzdychał, przewijały mu się po głowie obrywki różnych nabożnych wzniosłych zwrotów, ale wnet zawstydził się sztuczności tych frazesów i zaniechał dalszej modlitwy. Co robić? Jakże to ludzie się modlą? Ci, którzy tu klęczą po kątach? Ci wszyscy, co w niedzielę robią tłok po kościołach? Niepodobna bowiem, z drugiej strony, referować całej sprawy językiem rzeczowym i ścisłym panu Bogu, który jest wszechwiedzący..
Nie, dzisiaj nic z tego nie będzie, brak mu nastroju do modlitwy, brak mu skupienia. Gorąco chciał wierzyć, ale wiara nie przychodziła, ta prawdziwa, która przebija niebiosa, nie był jej godzien, zaniedbał Boga. Może dlatego nawiedziły go nieszczęścia — zginął Kurt, zginął Fell, zaćmił się umysł Rity... Za późno zgłasza się o pomoc...
Miłosierdzia!...
Już wiedział co czynić, by przebłagać Boga. Ot stojącego obok konfesjonału odchodził człek, stary