Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/386

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Jezu, aż po czwartym?!
— Po drugim! Po drugim, panie poruczniku!
— Żeby przecie było komu to wypić...
— Do djabła z taką robotą...
— Zostanie trzech, to się nieźle opiją, zostanie jeden — urżnie się za nas wszystkich.
Tak gadając, porucznik nie odrywał oczu od strzelnicy, nasłuchiwał — czołg charczał, dudnił wciąż nie ruszał z miejsca.
— Zatknęło go, czuje, że z nami sprawa.
— Czeka, czy się nasz porucznik nie rozmyśli...
— Ach, żeby tak teraz...
— Cicho tam! Wyloty dokręcić! Rękawice! Maski na pysk!! Uwaga! Dziś będzie morowo pryskać, bo blisko! Jak było mówione — od razu dopaść tuż! Tak, żeby go wesprzeć ramieniem! Iść z nim razem! Popuszczać spokojnie potroszku! Naprzód w wizjery na przodzie, aż się dobrze odezwie... Dalej góra — karabiny maszynowe! Wkońcu lać na boki — do dział, dokoła lufy — a jak będzie słychać, że mają dosyć — puścić go, drania, niech idzie na złamany łeb! I już! Pierwsza sekcja zaczyna, druga w rezerwie... Za mną, marsz!
Za chwilę pierwsza grupa czarnych ludzi zbiegała sznurem wdół zakosami rowu łącznikowego ku czołgowi. Snać ruszył, bo w lasku zaczynało potrzaskiwać i chrzęścić. Dopiero teraz Claude ujrzał jasno swoje położenie i wiedział co ma robić, wszystko wydało mu się łatwe i niezawodne. Zdjęła go żołnierska ochota, ciekawość co będzie, bez