Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/385

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


przez strzelnicę, kiwnął głową na ukłon Claude’a, skinął brwiami w kierunku czołgu i porozumiewawczo skroił komiczną minę do żołnierzy. Dziie twarze rozjaśniły się jakiemś zbójeckiem rozradowaniem.
— No, chłopcy — tegośmy jeszcze nie zakosztowali, co? Rzecz najpierwsza, żebyście rozumieli, że to nie żaden cud, bo i tam we środku siedzą ludzie... Nic innego, jak zwyczajny głupi blokhaus, tyle że się trochę rusza — oto wszystko. Pietra masz jeden z drugim?
— Owszem, ale idzie, panie poruczniku.
— Który ma pietra, niech go tu zostawi...
— Idzie na całego, żywi stąd nie wyjdziem, ale to nic...
— Żywi nie wyjdziem? Załóż się ze mną — stawiam dziesięć marek! Idzie?
— Dobra nasza — więc gdyby tak łyknąć, panie poruczniku?
— Jeszcze nie masz dosyć?
— Nigdy nie dosyć, to moje hasło, panie poruczniku.
— Grandel, masz tam co w butli?
— Żelazna porcja!
— Dobrze, zakropimy się potem!
— Potem...
— To znaczy po najdłuższem życiu. Zrozumiane!
— To znaczy — uważasz jeden z drugim — po naszym czwartym czołgu. Słowo!