Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/336

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Paryża, zgadywała — Puteaux? Clichy? Levallois-Perret? Chciała przypomnieć sobie, którą bramą przejechali pas fortyfikacyj. Plan miasta zamajaczył splątaną siecią ulic i znikł, pod powiekami w czerwonej nicości płynęły skośno ku górze jeden za drugim, jeden za drugim piękne zielone kręgi, postanowiła nie otwierać oczu aż do chwili, gdy staną na miejscu, tak będzie lżej, nie chce już na nic patrzeć i nic widzieć po drodze, świat przestał dla niej istnieć, cokolwiekby ujrzała, domy, ulice, tramwaje, ludzi, drzewa — są to rzeczy niepotrzebne, a to wszystko jej przeszkadza, musi, musi, bodaj w ostatniej sekundzie dopóki jeszcze będzie żywa, musi, musi i inaczej być nie może — odgadnąć w sobie coś najważniejszego, wyobrazić sobie najgłębszą i jedyną istotę wszechrzeczy, skupić się w nadludzkim wysiłku i sięgnąć poza świat, poza swój byt i zanim zginie śmiercią, pojąć samą śmierć, inaczej — inaczej nie potrafi umrzeć...
Każdy potrafi, gdy mu wsadzą w żywe ciało dwanaście kul, tak, ale człowiek godzien jest, aby przed samym końcem, tuż nad mogiłą, dano mu czas i możność opamiętania się i pokonania w sobie ślepej woli do życia, aby zdobył się na moc i mądrość i wyrzekł się wszystkiego, aby sam zapragnął śmierci i z dobrej woli w ostatniem jasnowidzeniu umarł w sobie zanim go zamordują... Każdy skazany, nawet największy zbrodniarz, wart jest paru ostatnich chwil spokoju, to jego święte prawo, albowiem taki koniec przerasta potwornością wszelkie