Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/303

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


minuty oderwania się od rzeczywistości pokrzepiły go znakomicie. Ocknął się raźnie, bodaj, że nawet z pewnym humorem.
— Aha... Dobrze... Słuchajno, Rene, co tam masz dziś na obiad? Lada chwila nadjedzie nasz Tygrys, masz gotową antylopę, ale na surowo a jeszcze lepiej żywą?
— Z antylopą trudniej, panie generale, możnaby dać na pożarcie panu ministrowi pięciodniowe jagniątko... Zresztą nasz Tygrys, jak to tygrys, z pewnością sam sobie wybierze, zgóry przypuszczam co, jeszcze jednego podpułkownika i to dobrze dyplomowanego i z paru cichych majorów — dałby Bóg, żeby nie mnie... Wszystko w Provins drży, panie generale!
— No nie! Tego już nie! Obżarł się za ostatnim razem.
— Tygrys szybko trawi, panie generale, to nie boa constrictor, tygrys znów głodny, w dowództwach i sztabach na froncie przetrzebił już zwierzynę, teraz mu się zapragnęło szlachetniejszego mięsa — z Głównej Kwatery... Już on nam nie daruje tych pięciu dywizyj kawalerji, zwolnionych z rezerwy na strajki w zagłębiu St. Etienne, kiedy nie było czem załatać dziur majowych na froncie. Biada nam...
— Ależ sam tego żądał! Jako prezes gabinetu! Są dokumenty!
— Więc teraz, jako minister wojny...
— Nie płacz, René, nie pójdziesz ty jeszcze na rzeź, ani narazie żaden z naszych... Jak będzie trze-