Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


powagą absurdów, pokracznych opowieści i zwierzeń o monstrualnych tajemnicach, nigdy nie zabrakło mu cierpliwości ani taktu. Nic go nie zdołało zaskoczyć, nie zdziwił się ani uśmiechnął, usłyszawszy coś przechodzącego bezmiarem absurdu wszelkie granice dopuszczalne nawet dla warjatów. Nie było w nim przymusu ani udawania i koledzy wyczuwali doskonale, że to człowiek szczery, kochano go. Niejeden był zazdrosny o jego przyjaźń i zaufanie, stąd wynikały przykre zajścia, czasami bójki. Von Senden szczerze podziwiał obłąkaną umysłowość, usiłował dociec jej dróg, zwłaszcza odwaga, bogać wo i otchłanne głębie warjackiej wyobraźni zdejmowały go zachwytem. Gdy się już dobrze wżył między nich, miewał sam momenty nawpół obłąkane, z czego dokładnie zdawał sobie sprawę.
Przypuszczał, naprzykład, że społeczność czwartego pawilonu, wyrzucona poza nawias wojny, w porównaniu z tem, co się dzieje poza murami szpitala w kraju i na froncie, jest światem raczej normalnym, zrównoważonym i rozumnym, gdy tam odgrywa się w najlepsze kolosalna tragifarsa masowego obłędu. Tu było spokojne zacisze wśród huraganu, wysepka mędrców na oceanie zawziętej głupoty świata, boska obojętność na absurdy, zagadki, powikłania wojny i na sam jej koniec i wynik, nad czem biedziły się i truchlały głowy sześćdziesięciu miljonów Niemców.
Trzej zapamiętali szachiści, z których dwaj grali po całych dniach a trzeci był kibicem obserwatorem