Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/271

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dały się w jego głowie nakształt znaków tajemnego pisma, które wnet odsłoni się przed nim, gdy tylko wprowadzi w ten chaos swój własny klucz, wiadomy jemu jednemu. Zasłuchany macał obok siebie na stoliku przy łóżku, szukając papieru i ołówka, gdyż słowa i zdania, pytania i odpowiedzi a szczególnie ich kolejność zaczynały się gubić w pamięci. Ręka szperała między gratami, przewracała buteleczki, ale on już zapomniał o papierze i ołówku. I tak w pogwarze uśpionych warjatów zaczynał rozumieć, o co im głównie chodzi.
Do skołatanych głów dopiero nocą pod postacią widziadeł sennych dochodzi do głosu utracona świadomość, a nawet więcej — nawiedza je mądrość, która jest nie z tego świata. Całemi dniami wygadują brednie i urządzają awantury jak ostatnia hołota, irytują, śmieszą, a nadewszystko przeszkadzają i nudzą w sposób okropny.
Zato sny, które ich nękają, muszą być niezmiernie ciekawe, bo jeżeli sny normalnego człowieka bywają najczęściej bez sensu a nieraz wręcz obłąkane, to u nich zjawy senne sięgają najgórniejszego stopnia obłędu, gdzie roztwiera się już jakaś otchłań objawienia, przewyższająca wszelki ludzki rozum. Szkoda, by ta wiedza gubiła się w pustce i marnowała się dla ludzkości. Kto uratuje z niej bodaj cząsteczkę, wykradnie święty ognik z pałającego słońca boskiej mądrości, dźwignie się z nędzy ziemskiej ku ponadczłowieczeństwu... Von Senden, tra-