Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zakradło się między nas potworne nieporozumienie! Panie doktorze, prosit Francja! Vive la France!!
Ta pierwsza szklanka szampana zdawała się zmobilizować naraz wszystkie trunki, które von Senden zdążył dziś wypić od rana, ale Claude widział wyraźnie, że błaznując w zapale przesadza i udaje i zmierza ku czemuś — a to było ciekawe. Uczyniło mu się lekko, niemal wesoło.
— Optymiści utrzymują, że jednak wkońcu wygramy tę wojnę, to jest zmasakrujemy Francję, zrabujemy ją i na sto lat weźmiemy ją w niewolę. Pogodzimy się wkrótce z Anglją, z Ameryką, z Włochami. Z kimże jeszcze? Dużo tego, do djabła! Więc dalej z Rumunją, z Serbją, ba, z Belgją, nawet z zasmarkaną Portugalją, która stoi na froncie ze swoimi sześciu generałami i trzema kompanjami żołnierzy, ale z Francją nigdy. Dlaczego? Gdyż zanadto ją kochamy. Nasz stosunek jest żywiołowo — rasowo — biologiczno — demonicznie miłosny! U pewnych gatunków owadów, a zwłaszcza u specjalnie namiętnych pająków — samiec dręczy samicę, akt ślubny dokonywa się w najwyższej nienawiści, poczem niezwłocznie pajęczyca pożera samca lub odwrotnie — coś podobnego zachodzi i u nas. Nasi wojenni socjologowie udowodnili już oddawna, a choć tego dokonali, powtarzają wciąż dalej z uporem rozpaczy, że przeciwieństwa francusko-niemieckie, rasowe, duchowe i wszelkie inne są, nakazem natury, a szowiniści z katolickiego centrum dodają, że poczęły się one i trwają za wolą Boga, a zatem są