Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mionował wyborną markę i niezły wiek, po pierwszym łyku von Senden wzniósł do góry rozmodlone oczy, a i Claude, nadpiwszy ze szklanki, doznał niespodzianie wrażenia jakby błogości, w połowie szklanki zapragnął zapomnienia a, dopiwszy do dna, odkrył, że jednak doraźna, szybka pomoc czeka /dręczonego człowieka nie gdzieindziej jak właśnie w zacnej jakiejś butelce. Zrozumiał alkoholików, którymi się brzydził, i jeżeli nie z sympatją, to przynajmniej bez odrazy spoglądał w zapijaczone oczy swego kompana. Von Senden mrugnął nań porozumiewawczo, jakby odgadując jego myśli.
— Panie Helm, gdyby nam, nałogowcom, danem było pijać dowoli dobrego szampana, nie byłoby na świecie pijaków, lecz każdy z nas stałby się człowiekiem uduchowionym, szlachetnym i szczęśliwym. Genjusz gleby francuskiej wraz z jej cudotwórczemi bakterjami i fermentami zasiliłby nasze mózgi i serca i stalibyśmy się równi bogom a conajmniej naszym wrogom, Francuzom... O Francjo! Ta krew, która się leje, ta nasza bestjalska germańska nienawiść do was to nic innego, jeno odwieczna bratobójcza zawiść Germana do Francuza, bo chciałby gruby Niemczura — ce sacré Boche — być jak oni, bo ich w duszy uwielbia, choć sam nie wie za co, gdyż u nas jest wszystko wyższe i filozofja, i muzyka, i kominy fabryczne... Tę miłość dla Francji podejmuję się odczytać między wierszami nawet w najbardziej szczujących artykułach propagandowych naszej prasy! Od stu lat i więcej