Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i dowcipu, wspaniałe repliki Evy, jej błyskotliwe cięcia, sztychy i ukłucia, pełne werwy i zjadliwości. Nawet ku końcowi posiedzeń, gdy przeciwnik, bity i ośmieszany w ciągu kilku godzin, był już nieprzytomny ze zmęczenia i brnął ku przerażeniu protokulanta w bezprzykładne głupstwa, nigdy nie zabrakło jej energji ani najtrafniejszego zatrutego słowa.
Majora doprowadzała do szału wściekłości spokojna odwaga Evy. Ta kobieta nie znała strachu. Gdy uparcie odmawiała odpowiedzi na pewne pytania, którym przypisywał pierwszorzędną wagę, przytaczał jej paragrafy kodeksu wojennego i przymierzał do jej winy pięć, dziesięć do piętnastu lat więzienia, a gdy to nie pomagało, napróżno pod wielu postaciami w dalekich przypuszczeniach, napomykając pośrednio, lub wreszcie uderzając brutalnie, wprost straszył ją wyrokiem śmierci.
— Panie majorze, przypuszczam, że na sądzie wojennym będę miała do czynienia z zespołem oficerów obdarzonych pewną inteligencją, ale gdyby nawet za odmowę z mojej strony pewnych zeznań wypadało im wydać na mnie wyrok śmierci, to i w tym razie nie zmieniłabym mojego postępowania. Nie życzę sobie opowiadać panu, czy komu innemu o sprawach, które należą tylko do mnie jednej.
— Pani nie chce mówić, bo się pani boi wsypać! Pani się zapiera, pani kłamie swoim uporem! To jasne! Nie pomogą żadne wielkie miny! To milczenie zdradza kim pani jest!...
— Panie majorze...